Wilcze grzeszki w 2011 roku
autor: Biały Wilk, sob., 31/12/2011 - 15:33
Końcówka roku to dobry moment na mały rachunek sumienia. Ale nie będę zanudzał was moimi błędami (bo i lista pewnie rozrosłaby się ponad miarę). Zamiast tego skupię się na grach – zarówno tych, które mnie oczarowały, jak i tych, które co najwyżej pogilgały moje ego. A i jednych, i drugich było całkiem sporo. Do tego dołączyły wspomnienia największych zaskoczeń i nadzieje związane z przyszłym rokiem. Przegląd mocno subiektywny.
Uwaga - po kliknięciu w znajdujące się gdzieniegdzie linki przeniesiecie się do odpowiedniej recenzji.
Zaczniemy od tego, czego żałuję – czyli gier, w które grałem, a w sumie nie trzeba było:
-
RAGE – chyba największy zawód w tej kategorii. Id Software obiecywało gruszki na wierzbie, a ja, głupi, łyknąłem marketingowy bełkot. Zamiast krzyżówki Borderlands z Falloutem dostałem przestarzałego shootera, z co najwyżej dobrą grafiką. Dobry do postrzelania, ale nie warty 119 zł.
-
Homefront – idzie łeb w łeb z RAGE. To, że znalazł się na nieco lepszej pozycji zasługuje niedoświadczonej ekipie Kaos Studios (notabene, już rozwiązanej), po której nie spodziewałem się tyle, co po id. Homefront to festiwal zmarnowanych nadziei – gra, która w rękach doświadczonej ekipy mogłaby na serio powalczyć z Call of Duty. A tak to dostaliśmy kaszankę, którą jednak muszę pochwalić za dwa poziomy: latanie helikopterem (konkurencyjny Black Ops się chowa) i ostatnią misję (rzeźnia na całego).
-
Afterfall: InSanity – miał być polski Dead Space, a wyszedł mało straszny pseudohorror z paskudną oprawą. Może być przyjemny w taniej serii, ale nie warty aktualnej ceny.
-
Duke Nukem Forever - naprawdę trzeba tłumaczyć?
-
Minecraft – to może być spore zaskoczenie dla wielu czytelników, ale... Sorry, Notch – bardzo szanuję cię jako człowieka, ale gra zupełnie mnie nie porwała. Minecraft z pewnością jest wyjątkowy (wolność, swoboda wyborów, powrót do okresu marzeń), ale mnie ta forma nie odpowiada. Choć jestem pewien, że w rękach innego człowieka może zasługiwać na 10/10.
Teraz to, czego żałuję, bo nie grałem. I tu będzie najwięcej pozycji, bo 2011 rok przyniósł naprawdę wiele świetnych gier:
-
Assassin's Creed: Revelations - swoją przygodę z cyklem zakończyłem na przygodach Altaira, a z Ezio widziałem się przelotnie. Ale pewnie kiedyś zasiądę na długie godziny (w końcu do nadrobienia jest AC II, Brotherhood i dopiero Revelations).
-
Bastion – bajkowy brat Diablo, okraszony ponoć wspaniałą muzyką i całkiem przyjemną fabułą. Niestety – przegapiłem promocję, a za grę z samym trybem single player szkoda mi dać ok. 40 zł.
-
Batman: Arkham City – nie grałem w poprzednią część i nie chciałem psuć sobie fabuły grając od środka. Ale z pewnością kiedyś wrócę do serii.
-
Bulletstorm – w momencie premiery miałem zbyt starego kompa, by pociągnął najnowszą grę People Can Fly. A potem wyszło tyle dobrych gier, że jakoś brakło czasu na wracanie. Z wrodzonego jednak patriotyzmu kiedyś na pewno przejdę Bulletstorma.
-
Crysis 2 - "jedynka" mnie nie zauroczyła, więc i C2 sobie odpuściłem. Kiedyś jednak zaliczę obie - choćby z dziennikarskiego obowiązku.
-
Dead Space 2 – nie grałem w pierwszą część, więc głupio byłoby zaczynać od drugiej. Ale z pewnością obie dostaną swoją szansę.
-
Deus Ex: Human Revolution – żaden poprzedni Deus Ex mnie nie porwał. Ten jednak z niewiadomych przyczyn interesował mnie od dłuższego czasu, ale po prostu brakło mi czasu na przejście.
-
Gears of War 3 – nie mogę wybaczyć producentowi/wydawcy, że seria nie ukazuje się na PC. Z pierwszego GoW mam bardzo miłe wspomnienia i szkoda, że na tym się raczej zakończy. Chociaż, kto wie?
-
LIMBO – jedna z najlepszych gier niezależnych, nad którą zachwycają się recenzenci z całego świata. Grzecznie czeka na dysku na swoją kolej.
-
Payday: The Heist – przy Left 4 Dead bawiłem się świetnie, więc pewnie i Payday zabrałby mi kilka ładnych dni z życia. Zwłaszcza, że gra ma kilka niezłych pomysłów, które pozwalają jej konkurować z dziełem Valve. Ale sytuacja taka sama jak z Bastionem – stare oczy przegapiły obniżkę ceny.
-
Portal 2 – brak czasu i z tego powodu największy zgrzyt minionego roku. Przy pierwszym Portalu bawiłem się świetnie i „dwójka” też mnie pewnie nie zawiedzie. Pierwsza gra do przejścia w wolnym czasie.
Teraz czas na gry, które umilały mi minione 12 miesięcy – produkcje dobre (nawet bardzo), ale z jakimiś defektami:
-
Battlefield 3 – gra bardzo dobra w multi i najwyżej poprawna w singlu. W sumie trochę mnie zawiodła – po olśniewających filmikach i prezentacjach spodziewałem się nie wiadomo czego, a dostałem „tylko” bardzo dobrą grę. DLC Back to Karkand również nie sprawiło, żebym padł z zachwytu. Ogółem: za mało, by stać się grą roku.
-
Call of Duty: Modern Warfare 3 – a tu odwrotność poprzednika: kampania najpierw wgniotła mnie w fotel, a potem zafundowała karkołomną przejażdżkę po świecie. Multiplayer za to wciąż reprezentuje poziom Call of Duty 4 (oczywiście po odpowiednich poprawkach), którego forma nigdy mi nie odpowiadała.
-
Wiedźmin 2 – początkowo mój faworyt na grę roku. Bardzo przyjemna fabuła i przepiękna oprawa sprawiła, że pisząc recenzję w maju rozpływałem się jak masełko na patelni. I ocenę podtrzymuję – kto uważa się za fana cRPG, musi Wiedźmina 2 zaliczyć.
-
The Elder Scrolls V: Skyrim – największy konkurent gry CD Projektu. Ogromny świat, bogactwo możliwości, ogromna wolność – co by o Skyrimie nie pisać, zawsze będzie za mało. Bo jak można w kilku zdaniach podsumować grę, na której pełne zaliczenie potrzeba ponoć 300 godzin?
-
Saint's Row: The Third – totalnie odjechana gra, do której na trzeźwo w zasadzie nie ma co siadać. Absurd bowiem wylewa z monitora całymi litrami i przykrywa grubą warstwą sporą część wad. Niestety – nie wszystkie.
Gry, które w minionym roku przyjemnie mnie zaskoczyły i bardzo miło je wspominam:
-
Amnesia: The Dark Descent – przez tę grę jestem pewnie zdrowszy, bo przy takim ciśnieniu żyły mam idealnie przeczyszczone. Amnesia to bez wątpienia najstraszniejsza rzecz, jaką widziałem w życiu. Żadna gra i żaden film nigdy nie sprawiły, że musiałem latać do WC co kilkanaście minut – a dzieło Frictional Games robiło to notorycznie. I dlatego też nie ukończyłem go, czego bardzo żałuję.
-
Cthulhu Saves the World – pewnie wiele osób pierwszy raz słyszy o tej grze – a szkoda, bo tak przyjemnego powrotu do starych czasów świetności gatunku jRPG życzę każdemu z nas. Oldskulowa mechanika, bardzo zabawna fabuła i genialny humor, przy którym każdy fan prozy Lovecrafta zaśmiewać się będzie do łez.
-
Dead Island – jedna z największych niespodzianek 2011 roku. Gra po wielu latach produkcji odżyła za sprawą genialnego trailera i z miejsca wdarła się na listę bestsellerów wszystkich sklepów. Niezwykle przyjemna sieczka, która udowadnia, że temat zombie wcale nie jest wyczerpany i można zrobić coś ciekawego.
-
Magicka – gra studia Arrowhead kupiła mnie rewelacyjnym humorem i świeżym podejściem do gameplayu. Jedna z niewielu gier, która pozwala na własnoręczne komponowanie czarów, a przy tym jest niezwykle przyjemną parodią nadętych i megapoważnych produkcji.
-
Team Fortress 2 – tytuł, który pominąłem przy przechodzeniu Orange Boxa. I wstyd mi za to, bo TF2 to online'owa strzelanka, jakich mało – zabawna, dowcipna i totalnie odjechana. A przy tym sprawiająca nielichą przyjemność i wciągająca na długie godziny. Zwłaszcza po przejściu na model Free 2 Play, dzięki któremu gra zdobyła spore grono nowych graczy.
Tytuł gry roku według mnie powinien przypaść... zbyt wielu produkcjom, i dlatego nie dostanie go nikt. Po prostu wyznaczenie jednej, konkretnej gry byłoby nie tylko trudne, ale i krzywdzące dla całej reszty.
A w 2012 roku czekam na:
-
Diablo III,
-
Metro: Last Light,
-
Medal of Honor 2,
-
Call of Duty,
-
Max Payne 3,
-
GTA V,
-
BioShock: Infinite.
Tagi:
Komentarze
Zeby czekać po raz kolejny na
Zeby czekać po raz kolejny na ten sam odgrzany kotlet - CoD- trzeba być masochista
Ja w tym roku czekam na 2 tytuły :
Guild Wars 2
Diablo 3
w gry typi Gta, max payne etc. tez zagram jednak będzie to odskocznia od gier multiplayer bo na moim dysku tylko takie mają prawo bytu
Polecam także każdemu zaopatrzyć się w Shoguna 2
Granie w multi sprawia o wiele wiecej radochy niz single ( ktory takze jest swietny ) + piekna oprawa audiowizualna ( nie ma to jak rozgrywac bitwe w full detalach dx11 na 46 calowym TV - 10 000 jenostek robi wrażenie
). Kosztuje teraz śmieszne pieniądze bo 59.90 w platynowej kolekcji a do 2 stycznia na Steamie można kupić wszystkie DLC o 50% tańsze 
Wstydził byś się, żeby
Wstydził byś się, żeby Amnesii(?) całej nie przejść
I co prawda to prawda, straszy okropnie, naszą wyobraźnią, dźwiękami, po prostu miodzio. Zresztą warto sprawdzić ich poprzednie gry Penumbra 1 i 2, trójke można olać. Straszy równie dobrze. Mam nadzieję, że jeszcze pokażą w przyszłości coś więcej, bo konkurencji nie ma żadnej
"Cthulhu Saves the World –
"Cthulhu Saves the World – pewnie wiele osób słyszy pierwszy raz słyszy o tej grze"
Się powtarza...
Dzięki za uwagę, poprawione
Dzięki za uwagę, poprawione
"przechodzeniu Orange Boxa. I
"przechodzeniu Orange Boxa. I wstyt mi za to, bo TF2"
ano wstyd
o_O /me spalił się ze wstydu.
o_O
/me spalił się ze wstydu.