Wilcze grzeszki w 2011 roku

Wilku na tropie gierKońcówka roku to dobry moment na mały rachunek sumienia. Ale nie będę zanudzał was moimi błędami (bo i lista pewnie rozrosłaby się ponad miarę). Zamiast tego skupię się na grach – zarówno tych, które mnie oczarowały, jak i tych, które co najwyżej pogilgały moje ego. A i jednych, i drugich było całkiem sporo. Do tego dołączyły wspomnienia największych zaskoczeń i nadzieje związane z przyszłym rokiem. Przegląd mocno subiektywny.

 

Uwaga - po kliknięciu w znajdujące się gdzieniegdzie linki przeniesiecie się do odpowiedniej recenzji.

 
Zaczniemy od tego, czego żałuję – czyli gier, w które grałem, a w sumie nie trzeba było:
  • RAGE – chyba największy zawód w tej kategorii. Id Software obiecywało gruszki na wierzbie, a ja, głupi, łyknąłem marketingowy bełkot. Zamiast krzyżówki Borderlands z Falloutem dostałem przestarzałego shootera, z co najwyżej dobrą grafiką. Dobry do postrzelania, ale nie warty 119 zł.
  • Homefront – idzie łeb w łeb z RAGE. To, że znalazł się na nieco lepszej pozycji zasługuje niedoświadczonej ekipie Kaos Studios (notabene, już rozwiązanej), po której nie spodziewałem się tyle, co po id. Homefront to festiwal zmarnowanych nadziei – gra, która w rękach doświadczonej ekipy mogłaby na serio powalczyć z Call of Duty. A tak to dostaliśmy kaszankę, którą jednak muszę pochwalić za dwa poziomy: latanie helikopterem (konkurencyjny Black Ops się chowa) i ostatnią misję (rzeźnia na całego).
  • Afterfall: InSanity – miał być polski Dead Space, a wyszedł mało straszny pseudohorror z paskudną oprawą. Może być przyjemny w taniej serii, ale nie warty aktualnej ceny.
  • Duke Nukem Forever - naprawdę trzeba tłumaczyć?
  • Minecraft – to może być spore zaskoczenie dla wielu czytelników, ale... Sorry, Notch – bardzo szanuję cię jako człowieka, ale gra zupełnie mnie nie porwała. Minecraft z pewnością jest wyjątkowy (wolność, swoboda wyborów, powrót do okresu marzeń), ale mnie ta forma nie odpowiada. Choć jestem pewien, że w rękach innego człowieka może zasługiwać na 10/10.

 

Teraz to, czego żałuję, bo nie grałem. I tu będzie najwięcej pozycji, bo 2011 rok przyniósł naprawdę wiele świetnych gier:

  • Assassin's Creed: Revelations - swoją przygodę z cyklem zakończyłem na przygodach Altaira, a z Ezio widziałem się przelotnie. Ale pewnie kiedyś zasiądę na długie godziny (w końcu do nadrobienia jest AC II, Brotherhood i dopiero Revelations).
  • Bastion – bajkowy brat Diablo, okraszony ponoć wspaniałą muzyką i całkiem przyjemną fabułą. Niestety – przegapiłem promocję, a za grę z samym trybem single player szkoda mi dać ok. 40 zł.
  • Batman: Arkham City – nie grałem w poprzednią część i nie chciałem psuć sobie fabuły grając od środka. Ale z pewnością kiedyś wrócę do serii.
  • Bulletstorm – w momencie premiery miałem zbyt starego kompa, by pociągnął najnowszą grę People Can Fly. A potem wyszło tyle dobrych gier, że jakoś brakło czasu na wracanie. Z wrodzonego jednak patriotyzmu kiedyś na pewno przejdę Bulletstorma.
  • Crysis 2 - "jedynka" mnie nie zauroczyła, więc i C2 sobie odpuściłem. Kiedyś jednak zaliczę obie - choćby z dziennikarskiego obowiązku.
  • Dead Space 2  – nie grałem w pierwszą część, więc głupio byłoby zaczynać od drugiej. Ale z pewnością obie dostaną swoją szansę.
  • Deus Ex: Human Revolution – żaden poprzedni Deus Ex mnie nie porwał. Ten jednak z niewiadomych przyczyn interesował mnie od dłuższego czasu, ale po prostu brakło mi czasu na przejście.
  • Gears of War 3 – nie mogę wybaczyć producentowi/wydawcy, że seria nie ukazuje się na PC. Z pierwszego GoW mam bardzo miłe wspomnienia i szkoda, że na tym się raczej zakończy. Chociaż, kto wie?
  • LIMBO – jedna z najlepszych gier niezależnych, nad którą zachwycają się recenzenci z całego świata. Grzecznie czeka na dysku na swoją kolej.
  • Payday: The Heist – przy Left 4 Dead bawiłem się świetnie, więc pewnie i Payday zabrałby mi kilka ładnych dni z życia. Zwłaszcza, że gra ma kilka niezłych pomysłów, które pozwalają jej konkurować z dziełem Valve. Ale sytuacja taka sama jak z Bastionem – stare oczy przegapiły obniżkę ceny.
  • Portal 2 – brak czasu i z tego powodu największy zgrzyt minionego roku. Przy pierwszym Portalu bawiłem się świetnie i „dwójka” też mnie pewnie nie zawiedzie. Pierwsza gra do przejścia w wolnym czasie.

 

Teraz czas na gry, które umilały mi minione 12 miesięcy – produkcje dobre (nawet bardzo), ale z jakimiś defektami:

  • Battlefield 3 – gra bardzo dobra w multi i najwyżej poprawna w singlu. W sumie trochę mnie zawiodła – po olśniewających filmikach i prezentacjach spodziewałem się nie wiadomo czego, a dostałem „tylko” bardzo dobrą grę. DLC Back to Karkand również nie sprawiło, żebym padł z zachwytu. Ogółem: za mało, by stać się grą roku.
  • Call of Duty: Modern Warfare 3 – a tu odwrotność poprzednika: kampania najpierw wgniotła mnie w fotel, a potem zafundowała karkołomną przejażdżkę po świecie. Multiplayer za to wciąż reprezentuje poziom Call of Duty 4 (oczywiście po odpowiednich poprawkach), którego forma nigdy mi nie odpowiadała.
  • Wiedźmin 2 – początkowo mój faworyt na grę roku. Bardzo przyjemna fabuła i przepiękna oprawa sprawiła, że pisząc recenzję w maju rozpływałem się jak masełko na patelni. I ocenę podtrzymuję – kto uważa się za fana cRPG, musi Wiedźmina 2 zaliczyć.
  • The Elder Scrolls V: Skyrim – największy konkurent gry CD Projektu. Ogromny świat, bogactwo możliwości, ogromna wolność – co by o Skyrimie nie pisać, zawsze będzie za mało. Bo jak można w kilku zdaniach podsumować grę, na której pełne zaliczenie potrzeba ponoć 300 godzin?
  • Saint's Row: The Third – totalnie odjechana gra, do której na trzeźwo w zasadzie nie ma co siadać. Absurd bowiem wylewa z monitora całymi litrami i przykrywa grubą warstwą sporą część wad. Niestety – nie wszystkie.

 

Gry, które w minionym roku przyjemnie mnie zaskoczyły i bardzo miło je wspominam:

  • Amnesia: The Dark Descent – przez tę grę jestem pewnie zdrowszy, bo przy takim ciśnieniu żyły mam idealnie przeczyszczone. Amnesia to bez wątpienia najstraszniejsza rzecz, jaką widziałem w życiu. Żadna gra i żaden film nigdy nie sprawiły, że musiałem latać do WC co kilkanaście minut – a dzieło Frictional Games robiło to notorycznie. I dlatego też nie ukończyłem go, czego bardzo żałuję.
  • Cthulhu Saves the World – pewnie wiele osób pierwszy raz słyszy o tej grze – a szkoda, bo tak przyjemnego powrotu do starych czasów świetności gatunku jRPG życzę każdemu z nas. Oldskulowa mechanika, bardzo zabawna fabuła i genialny humor, przy którym każdy fan prozy Lovecrafta zaśmiewać się będzie do łez.

  • Dead Island – jedna z największych niespodzianek 2011 roku. Gra po wielu latach produkcji odżyła za sprawą genialnego trailera i z miejsca wdarła się na listę bestsellerów wszystkich sklepów. Niezwykle przyjemna sieczka, która udowadnia, że temat zombie wcale nie jest wyczerpany i można zrobić coś ciekawego.

  • Magicka – gra studia Arrowhead kupiła mnie rewelacyjnym humorem i świeżym podejściem do gameplayu. Jedna z niewielu gier, która pozwala na własnoręczne komponowanie czarów, a przy tym jest niezwykle przyjemną parodią nadętych i megapoważnych produkcji.

  • Team Fortress 2 – tytuł, który pominąłem przy przechodzeniu Orange Boxa. I wstyd mi za to, bo TF2 to online'owa strzelanka, jakich mało – zabawna, dowcipna i totalnie odjechana. A przy tym sprawiająca nielichą przyjemność i wciągająca na długie godziny. Zwłaszcza po przejściu na model Free 2 Play, dzięki któremu gra zdobyła spore grono nowych graczy.

 

Tytuł gry roku według mnie powinien przypaść... zbyt wielu produkcjom, i dlatego nie dostanie go nikt. Po prostu wyznaczenie jednej, konkretnej gry byłoby nie tylko trudne, ale i krzywdzące dla całej reszty.

 

A w 2012 roku czekam na:

  • Diablo III,
  • Metro: Last Light,
  • Medal of Honor 2,
  • Call of Duty,
  • Max Payne 3,
  • GTA V,
  • BioShock: Infinite.
3.875
 
 
Tagi:

Komentarze

Portret użytkownika Minimal

Zeby czekać po raz kolejny na

Zeby czekać po raz kolejny na ten sam odgrzany kotlet - CoD- trzeba być masochista Sticking out tongue

Ja w tym roku czekam na 2 tytuły :

Guild Wars 2
Diablo 3

w gry typi Gta, max payne etc. tez zagram jednak będzie to odskocznia od gier multiplayer bo na moim dysku tylko takie mają prawo bytu Laughing out loud

Polecam także każdemu zaopatrzyć się w Shoguna 2 Smiling Granie w multi sprawia o wiele wiecej radochy niz single ( ktory takze jest swietny ) + piekna oprawa audiowizualna ( nie ma to jak rozgrywac bitwe w full detalach dx11 na 46 calowym TV - 10 000 jenostek robi wrażenie Smiling). Kosztuje teraz śmieszne pieniądze bo 59.90 w platynowej kolekcji a do 2 stycznia na Steamie można kupić wszystkie DLC o 50% tańsze Sticking out tongue

Portret użytkownika q0084

Wstydził byś się, żeby

Wstydził byś się, żeby Amnesii(?) całej nie przejść Sticking out tongue I co prawda to prawda, straszy okropnie, naszą wyobraźnią, dźwiękami, po prostu miodzio. Zresztą warto sprawdzić ich poprzednie gry Penumbra 1 i 2, trójke można olać. Straszy równie dobrze. Mam nadzieję, że jeszcze pokażą w przyszłości coś więcej, bo konkurencji nie ma żadnej

Portret użytkownika AtapiCl

"Cthulhu Saves the World –

"Cthulhu Saves the World – pewnie wiele osób słyszy pierwszy raz słyszy o tej grze"

Się powtarza... Eye-wink

Portret użytkownika Biały Wilk

Dzięki za uwagę, poprawione

Dzięki za uwagę, poprawione Eye-wink

Portret użytkownika joy_pl

"przechodzeniu Orange Boxa. I

"przechodzeniu Orange Boxa. I wstyt mi za to, bo TF2"
ano wstyd Eye-wink

Portret użytkownika Biały Wilk

o_O /me spalił się ze wstydu.

o_O

/me spalił się ze wstydu.

Made by: wiciu (templata&text), Hellwi&wiciu (gfx), spz&wiciu (status serwerów)
Polityka prywatności | Archiwum | Kontakt | Redakcja